Pogórze Strzyżowskie – majówka III (3-05-2014)

Za oknem wieje i leje. Pogoda wspaniała do zapoznania się z naszą relacją z trzeciego dnia wyjazdu na Pogórze Strzyżowskie. W tym dniu nam też wiało i padało i jeszcze było pod górkę. Zapraszamy do lektury trzeciego odcinka serialu z wyjazdu na Pogórze Strzyżowskie. Relacja fotograficzna tradycyjnie jutro. W rolach głównych: Kinga (dziennikarka), Benedykt, Grzegorz, Sylwek, Paweł, Jacek, Jurek.

3 maja.
Trzeci dzień spełnił wreszcie oczekiwania pesymistów – przy drzwiach wyjściowych ze schroniska powitał nas chłód i pochmurne niebo. Jednak pełni wiary w życzliwość losu dosiedliśmy rowerów i ruszyliśmy w kierunku Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza. Optymizm nie opuścił nas także wtedy, kiedy po zjeździe z górki tubylcy wyjaśnili nam, że jedziemy w złym kierunku i musimy zawrócić. Ale wspomniane Muzeum warte było podwójnego wysiłku. W ciągu 3 godzin spaceru dowiedzieliśmy się czym jest ropa naftowa, jak powstaje, gdzie można ją znaleźć, co jej zawdzięczamy oraz w jaki sposób przebiega jej wydobycie. Mieliśmy również niepowtarzalną okazję zajrzeć do laboratorium Ignacego Łukasiewicza, porozmawiać z jego pomocnikiem, przeżyć wybuch, a na koniec napełnić kieszenie paliwem pochodzącym z niespotykanej już przy polskich drogach stacji CPN. Zanurzyliśmy swoje palce w ropie, obejrzeliśmy i zbadaliśmy działanie setek urządzeń związanych z jej wydobyciem i usiedliśmy za sterami niektórych z nich. Szybko upływający czas i napięty harmonogram zmusiły nas do opuszczenia muzeum i dalszej wędrówki.
Kolejny przystanek na naszej mapie podróży to Krosno. Tu po stromych schodkach zdobywamy Wieżę Farną, ze szczytu której podziwiamy panoramę miasta. Z Wieży kierujemy swoje kroki do Muzeum Rzemiosła, a następnie wsparci o rowery, szybkim krokiem (czas nas nagli) przebiegamy Rynek. Chwila wahania przed Centrum Dziedzictwa Szkła… Nie, tym razem nie damy rady go obejrzeć. Robi się coraz zimniej, nakładanie kolejnych warstw ubrań nie daje rezultatu, więc jedynym ratunkiem jest ruch. Jedziemy dalej!
Góry, zmienne temperatury, brak treningu – ścięgno jednego z uczestników wyprawy nie wytrzymuje. Zaliczamy przymusowy postój na smarowanie. Nie ujeżdżamy daleko, gdy okazuje się, że bagażnik innego uczestnika wyprawy również nie wytrzymuje. Po raz kolejny towarzysze podróży biegną z pomocą. Sytuację udaje się opanować. Na szczęście to koniec niespodzianek? Nie licząc mżawki. I spadającego łańcucha kolejnego uczestnika wyprawy. I coraz niższej temperatury powietrza, która momentami odmraża palce. My jednak uparcie jedziemy dalej. Przed nami jeszcze tylko 40 km, czyli raptem 2/3 zaplanowanej na dziś trasy.
Ostatnia atrakcja czeka na nas w Stępinie-Cieszynie, gdzie wjeżdżamy na rowerach do schronu kolejowego. Jest ciemno, ale wreszcie nie kapie nam na głowę. Objeżdżamy prawie czterysta metrowy tunel, przymierzamy się do środków motoryzacji rodem z II wojny światowej i wyruszamy w dalszą drogę. Od tej pory jedziemy już tylko pod górę, aż do Głobikowej. Czasem zdarza nam się zsiadać z roweru, ale pod osłoną mgły nikt tego nie zauważa. Kolejny cel podróży został osiągnięty.

cdn.


Licznik odwiedzin: