Pogórze Strzyżowskie – majówka I (1-05-2014)

Rozpoczynamy czteroodcinkowy serial z wyjazdu na Pogórze Strzyżowskie. Jeden dzień po relacji pisanej będziemy zamieszczać relację fotograficzną. W rolach głównych: Kinga (dziennikarka), Benedykt, Grzegorz, Sylwek, Paweł, Jacek, Jurek. Zapraszamy do lektury.

1 maja 2014 roku w okolicach godziny 9, punktualni oraz bardziej lub mniej spóźnieni, spotkaliśmy się pod kościołem MBWW w Połańcu. Było nas pięcioro, w każdym z nas inna krew, inne turystyczno-rowerowe doświadczenia lub ich brak, ale jeden przyświecał nam cel – Pogórze Strzyżowskie. Niezrażeni nieprzychylnymi prognozami pogody, odprowadzani przez kolegów z Koła PTTK, którzy z sobie tylko znanych przyczyn postanowili pozostać w domu, wyruszyliśmy na czterodniową wędrówkę po dróżkach Podkarpacia.
Pierwsza niespodzianka spotkała nas już przy przeprawie promowej w Winnicy. Kapryśna królowa polskich rzek w nocy lekko się uniosła, zmuszając obsługę promu do użycia drewnianego drąga do odpychania się od dna. Fotografując się na tle nowego mostu i podziwiając starcie siły mięśni ludzkich z siłami natury dobiliśmy do wybrzeży województwa podkarpackiego. Tu powitało nas słońce, chmury zostały za Wisłą. Pełni optymizmu ruszyliśmy na spotkanie przygodzie i koledze z Mielca, który obiecał do nas dołączyć w Dąbrówce Wisłockiej.
Po drodze krótkie odwiedziny przy pomniku lotników angielskich zestrzelonych przez hitlerowską artylerię w dniu 5 maja 1944 r. w Borowej oraz w Czerminie na cmentarzu ewangelickim niemieckich mieszkańców kolonii Hohenbach. W Podleszanach zza ogrodzenia dostrzegliśmy wzrok przyjaźnie nastawionego stada rogatych zwierzątek, które z naszych rąk były gotowe zjeść dosłownie wszystko. Po szybkiej sesji zdjęciowej ruszyliśmy dalej, by następnie, w Dąbrówce Wisłockiej, ponownie w cieniu rogatego zwierzęcia (tym razem żubra), odpocząć i nieco się posilić. Tu dołączył do nas kolejny towarzysz podróży. W sześcioosobowym składzie udaliśmy się do Zasowa, gdzie obejrzeliśmy zabytkowe ruiny dworu i park oraz cmentarz wojenny z czasów I wojny światowej. Dalej, przez Różę i Wiewiórkę (równocześnie oświadczamy, że w trakcie wycieczki nie ucierpiała żadna roślina i żadne zwierzę), dotarliśmy do Rzymu, gdzie zaplanowaliśmy wykwintny obiad.
Niektórzy z nas mieli poważne wątpliwości, czy to aby nie za wcześnie na tak obfity posiłek, ale jednoosobowa obsługa lokalu dysponującego jednym piecem i jednym palnikiem, rozwiała nasze wątpliwości. Po trzech godzinach czekania, kiedy stało się już jasne, że zamówionego żurku nie będzie i kiedy ostatnia osoba kończyła jeść swój posiłek, pierwszy konsumujący zdążył znaleźć kesza na przeciwległym krańcu Dębicy, a zamawiający jako trzeci zdążył już zgłodnieć, doszliśmy do wniosku, że Rzym nie był najlepszym wyborem i postanowiliśmy go jak najprędzej opuścić.
Grzegorz, który dołączył do grupy w czasie obiadu, zaproponował ciekawą wycieczkę po mieście, podczas której mieliśmy okazję przejechać przez teren byłej jednostki wojskowej saperów, przyjrzeć się garażom na czołgi, a przez szpary w ogrodzeniu obejrzeć ekspozycję zewnętrzną Muzeum Regionalnego. Przed Urzędem Miejskim sfotografowaliśmy się z królem Kazimierzem Wielkim, a na Placu Solidarności ze św. Janem Pawłem II. Przyjrzeliśmy się 17 Dębom Katyńskim upamiętniającym ofiary NKWD z Dębicy i okolic oraz wzbudzającemu kontrowersje pomnikowi Lecha Kaczyńskiego. Nasz szlak prowadził także obok najstarszego w Dębicy kościoła farnego św. Jadwigi oraz przez najstarszy w Dębicy plac – plac Gryfitów z dawnym pałacem Raczyńskich, który później pełnił funkcje sądu i prokuratury, a obecnie jest miejskim archiwum.
Opuszczając Dębicę oszczędzaliśmy siły i przygotowywaliśmy się psychicznie do największego wyzwania – wspinaczki na szczyt Południka. Oby nie okazał się naszym szczytem możliwości! – martwiliśmy się na ostatnim postoju w Braciejowej. Ostatnie łyki wody, ostatnie kawałki czekolady i… ruszyliśmy. Jedni powoli, inni troszkę szybciej, jedni jadąc, inni idąc – wszyscy dotarliśmy do celu. Na odcinku 3 km wznieśliśmy się o 200 m i szczęśliwi znaleźliśmy się w Głobikowej przy szkole podstawowej, gdzie w towarzystwie 20 turystów z Warszawy przyszło nam spędzić noc.

cdn.

 


Licznik odwiedzin: