Kajakowe badanie Czarnej (18-05-2013)

Drugi (czy też pionierski?) spływ kajakowy wodami rzeki Czarnej – wspomnienia Andrzeja.

Czarną z Rytwian do Połańca.

Jest sobota 18 maja 2013 r. Zgodnie z wcześniejszymi planami będziemy płynąć kajakiem z kolegą Jurkiem od Rytwian do Winnicy, wioski na obrzeżach Połańca u ujścia rzeki Czarnej do Wisły. Do Właśnie na tym odcinku rzeki ma dojść do zagospodarowania turystycznego szlaku wodnego na rzece Czarnej, realizowanego przez gminy Rytwiany i Połaniec. Program zagospodarowania przewiduje przygotowanie toru wodnego dla spływów kajakowych. Dzisiaj chcemy przekonać się jak wygląda rzeka z pozycji kajakarza. Zgłosimy swoje spostrzeżenia i odczucia „na własnej skórze” osobom odpowiedzialnym za realizację projektu.
O 8:30 wyjeżdżamy z kajakiem na dachu samochodu do Rytwian. Przed mostem w Rytwianach mijamy policyjny radiowóz. Policjanci ze zdziwieniem obserwują nasze poczynania. Widok kajakarzy w Rytwianach nie należy do powszechnych. Spróbujemy to zmienić. Zrzucamy kajak na wodę przy moście obok Zakładów Metalowych. Tutaj ma się znajdować pierwsza na trasie spływu „stanica wodna”, czyli parking dla samochodów i zejście do wodowania kajaków. Zasiadamy w kajaku i wyruszamy w nieznane.
Przy moście, nie reagując na obecność ludzi i przejeżdżające samochody, pływają bobry. Na trasie spływu można spotkać ślady ich działalności w wielu miejscach. Rzeka wije się między zabudowaniami wioski. Napotykamy przeszkody w postaci zwalonych drzew, które tarasują w poprzek rzekę i kajak musimy przeciągać górą, po zwalonych pniach. Przed uruchomieniem trasy kajakowej będzie konieczność usunąć niektóre z nich. Jednak nie wszystkie zwalone drzewa trzeba wycinać, gdyż nadają one rzece swoistego uroku i czynią trasę spływu bardziej urozmaiconą i atrakcyjną. Prawdziwi kajakarze kochają przyrodę właśnie w takiej formie, dzikiej i nie skażonej działalnością człowieka. Wszelkie utrudnienia na szlaku wspomina się przez wiele lat, oglądając zdjęcia ze spływów w długie zimowe wieczory. Inną sprawą jest fakt, że na zwalonych pniach zatrzymują się śmieci (plastikowe butelki po napojach, fragmenty styropianowych opakowań itp.), które niesie rzeka przepływająca w Staszowie obok placu targowego. Zgłaszam potrzebę wysprzątania Czarnej.
Po trzech godzinach płynięcia dobijamy do progu wodnego spiętrzającego wodę na Czarnej dla potrzeb młyna w Niedziałkach. Przeszkoda ta wymaga przeniesienia kajaka na drugą stronę rzeki. Po przeniesieniu naszego wehikułu i krótkim odpoczynku ruszamy dalej. Czarna staje się tu bardziej rwąca i silny nurt niesie nas przed siebie. Trzeba silniej popracować wiosłem żeby utrzymać się na kursie. Wymaga to również większej uwagi z naszej strony, gdyż rzeka o górskim charakterze nie wybacza błędów i chwila nieuwagi może skończyć się kąpielą. Napotkany wybetonowany bród pokonujemy spławiając pusty kajak.
Około 13:30 dopływamy do mostu drogowego w Rudnikach. Łagodny, piaszczysty brzeg zachęca do wyjścia. Po półgodzinnej przerwie na posiłek i „rozprostowanie kości”, z nowymi siłami ruszamy dalej. Na odcinku od mostu w Rudnikach do kościoła w Połańcu natrafiamy na dwie trudne do pokonania przeszkody. Pierwsza z nich kończy się dla nas kąpielą. Trzy zwalone w poprzek rzeki drzewa próbowaliśmy pokonać płynąc między nimi, w poprzek rzeki. Jednak mała odległość między powalonymi drzewami i silny nurt doprowadził do dociśnięcia kajaka do drugiego z drzew i skończyło się to wywrotką. Drugą przeszkodą były pale ze starego drewnianego mostu pod Połańcem, które gęsto tkwią w poprzek rzeki. Pale połączone są umieszczonymi tuż pod powierzchnią wody poprzeczkami tak, że nie da się przepłynąć między nimi. Musieliśmy dobrze się namęczyć aby pokonać to miejsce. Szybki nurt nie dawał czasu do namysłu i tylko dzięki naszemu doświadczeniu w „czytaniu wody” udało się uniknąć następnej wywrotki.
Za chwilę ukazał się pierwszy z połanieckich mostów przy kościele Św. Marcina. Dalszy spływ przebiegł bez przeszkód i niespodzianek. Dopłynęliśmy do miejsca lądowania czyli ostatniej kładki na Czarnej, nieopodal ujścia rzeki do Wisły. Na mecie witał nas tradycyjnie szef Sekcji PTTK Połaniec, Jurek Han. Jurek z małżonką wrócili z rajdu rowerowego „Odjazdowych Bibliotekarzy” i zdążyli jeszcze powitać nas na ostatnich metrach spływu. O godzinie 16:00 kajak był już na brzegu.
A teraz kilka spostrzeżeń z sobotniego spływu. Czarna na odcinku 20 km od Rytwian do jej ujścia do Wisły ma około 16 metrów spadku. To dosyć dużo jak na tak krótki odcinek. Dlatego płynie się po tej rzece lekko i przyjemnie. Jednak dla organizacji spływów rodzinnych jest to za mało. Warunkiem koniecznym jest zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom spływów. Należy dokonać niezbędnych przecinek zwalonych drzew, przygotować miejsca wyjścia na brzeg i zejścia do wody przy przeszkodach stałych typu budowle wodne. Miejsca biwakowe z ławeczkami, stolikami i koszami na śmieci będą zapewne wykonane podczas realizacji wspomnianego wcześniej projektu. Szacowany przeze mnie czas (po udrożnieniu rzeki) potrzebny na pokonanie odcinka od Rytwian do Winnicy przez nie wprawionego amatora kajakarstwa to około 7 godzin. Natomiast odcinek od zapory w Chańczy do Wisły można pokonać w dwa dni, z noclegiem między Staszowem a Rytwianami. Dodam, że na całym odcinku rzeki, od zalewu w Chańczy do Połańca, telefony komórkowe mają zasięg, a dostęp do rzeki samochodem jest możliwy w bardzo wielu miejscach. Daje to możliwość przerwania spływu prawie w każdym czasie.
Wszystkim spływowiczom życzę „stopy wody pod kilem” i wspaniałych wrażeń z pięknej rzeki, jaką jest Czarna. A my planujemy kolejną kajakową wyprawę. Tym razem będzie to nie rozpoznany odcinek Czarnej, od elektrowni wodnej w Zagrodach koło Kurozwęk do mostu w Rytwianach. Musimy tylko wysuszyć kolejny aparat fotograficzny 🙂

Andrzej Styś


Licznik odwiedzin: